sobota, 26 września 2015

~Domek na drzewie - Natsu x Lucy~

Niespecjalnie wysoki, różowowłosy chłopak szedł właśnie ciemnym korytarzem. Ściany korytarza było lekko beżowe,a przy nich stał rząd szafek. Ostatnie promienie słońca wpadały przez szerokie, kwadratowe okna. Różowowłosy, ubrany w szkolny mundurek czyli szare spodnie i luźną białą koszulę z czarnym krawatem, coraz bardziej przyspieszał kroku.
- Lucy! Gdzie jesteś?! - krzyczał zdesperowany chłopak. Kilka godzin wcześniej dziewczyna zaginęła na terenie szkoły. Nikt kogo do tej pory spotkał chłopak, nie wiedział co się z nią stało. Natsu, bo tak nazywał się różowowłosy, nagle przystanął. To co ujrzał bardzo go zaskoczyło. Na ciemno niebieskich drzwiach, przed którymi właśnie się znajdował wisiała kartka. Na kartce czarnym flamastrem zapisane było, by omijać to miejsce z daleka. "Tutaj na pewno znajdę jakąś wskazówkę, a może nawet samą Lucy", pomyślał. Powoli podniósł rękę i chwycił za klamkę, lekko ją naciskając. Mimo kartki na drzwiach, pomieszczenie było otwarte. Ciemny mały pokój, prawdopodobnie magazyn woźnego, nie miał żadnego okna. Po lewej stały szafki z chemikaliami, a po prawej sprzęt do sprzątania. Natsu zlustrował całe pomieszczenie, lecz na początku nic nie zauważył. Po chwili zobaczył coś dziwnego. Jakby kawałek czyjejś nogi. Powolnym krokiem wszedł do pomieszczenia, nie spuszczając wzroku z tego co zobaczył. Kiedy stanął nad "tym czymś" był zszokowany. Na ziemi leżała związana Lucy, najwidoczniej nieprzytomna. Niestety nie wiedział, co się wydarzyło, ani kto to zrobił. Jej blond włosy sięgające ramion, opadały na twarz. Licealistka była cała blada, a jej usta sine, najwyraźniej z zimna. Dziewczyna ubrana w białą koszulę wciśniętą w spódnicę w kratę, czarne zakolanówki i brązowe, skórzane mokasyny, musiała bardzo zmarznąć. 
- Lucy... - chłopak przykucnął przy niej i dotknął jej czoła. Miała lekką gorączkę. Zaczął odwiązywać supły z lin, którymi związana była Lucy i po krótkiej chwili nic już nie więziło licealistki. Natsu lekko wsunął ręce pod jej plecy i nogi, i wziął ją na ręce. Wstał, a potem wyszedł z zimnego pomieszczenia. Przez chwile zastanawiał się gdzie ma zanieść przyjaciółkę. Pierwszym co wpadło mu do głowy był gabinet pielęgniarki, ale od razu z tego zrezygnował. Kolejnym pomysłem było zaniesienie jej do ich ulubionego miejsca, czyli domku na drzewie, w którym bawili się gdy byli mali. Ta opcja wydała mu się odpowiednia, więc ruszył przed siebie. Domek znajdował się w lesie, do którego nie często wchodzili inni ludzie. Po drodze do domku, mijał ich ulubioną restaurację, a także rzekę i całe osiedle domów, ale nikogo nie spotkał. Dopiero gdy wchodził do lasu uświadomił sobie, że dziś festiwal, przez co większość ludzi jest w centrum miasta oczekując pokazu fajerwerków. Gdy Natsu dotarł na miejsce, przeniósł Lucy na plecy. Dziewczyna najwidoczniej, już się trochę rozbudziła, bo oplotła rękami szyję chłopaka, by nie spaść. 
- Zaraz będzie dobrze, Lucy... - powiedział różowowłosy i zaczął się wspinać po drabince przybitej do wysokiego dębu, na którym znajdował się duży biały domek z brązowym dachem. Kiedy już wspiął się na drzewo, wszedł do środka. Domek wewnątrz wydawał się o wiele większy. Podłoga była wyłożona deskami, które pomalowano na zielono. Ściany były białe, a na jednej z nich znajdowało się okrągłe okno. Na prawo, w kącie oddalonym od drzwi stało prowizoryczne łóżko zrobione z palet, na których leżał materac. Niedaleko łóżka stał regał z książkami, lecz książek było na nim niewiele. Na najwyższej półce ustawione były ramki ze zdjęciami Lucy i Natsu gdy byli mali, na półce niżej stała apteczka obok której leżały książki, a jeszcze niżej były dwa fioletowe koce i poduszki. Natsu szybko podszedł do łóżka i położył na nim przyjaciółkę. Następnie sięgnął po poduszkę i koce. Poduszkę podłożył pod głowę dziewczyny, a potem owinął ją szczelnie obydwoma kocami. 
- Natsu... dziękuję - powiedziała cicho Lucy i starała się lekko uśmiechnąć, co z trudem jej przychodziło. Chłopak odwzajemnił uśmiech, a potem łapiąc blondynkę za rękę usiadł na łóżku. "Zapowiada się zimna noc", przeszło mu przez myśl. Po godzinie na zewnątrz zrobiło się zupełnie ciemno, ale w domku nie było światła. Jedynym źródłem światła był księżyc, którego blask przebijał się przez gęste korony drzew. Po chwili Natsu poczuł jak dziewczyna zaczyna drżeć. Bez zastanowienia położył się obok niej i mocno ją przytulił, żeby zrobiło jej się cieplej. Od razu zasnął uciekając do snu, który właśnie się rozpoczął. Jednak zanim w jego śnie wydarzyło się coś ciekawego chłopak się obudził. Pierwsze co zobaczył to zapatrzone głęboko w niego, piękne, brązowe oczy. To Lucy obserwowała go z zaciekawieniem. 
- Dzień dobry - powiedziała.
- Dzień dobry - odpowiedział - dobrze się czujesz?
- Tak. Dziękuje, że o mnie zadbałeś - uśmiechnęła się, lecz gdy spostrzegła, że Natsu nadal ją obejmuje, zarumieniła się. Chłopak po chwili domyślił się o co chodzi i także się zarumienił. Spojrzał ukradkiem na dziewczynę, która znowu na niego spoglądała.
- Natsu... mogę Ci zadać pytanie? - zagadnęła.
- Pewnie o co chodzi? 
- Dlaczego tak się mną opiekujesz? W końcu to nie pierwszy raz kiedy mi pomagasz - gdy to powiedziała, spojrzała przyjacielowi głęboko w oczy.
- Robię to, bo... - Natsu nie mógł wytrzymać spojrzenia dziewczyny i odwrócił wzrok - bo - z powrotem spojrzał jej w oczy - kocham Cię.
Dziewczyna była zaskoczona tym co powiedział różowowłosy, a jej twarz zrobiła się cała czerwona. Jednak uśmiechnęła się. Objęła dłońmi twarz chłopaka, ponownie spojrzała mu głęboko w oczy i rzekła:
- Bardzo się cieszę z tego co powiedziałeś. Nigdy bym nie pomyślała, że dzień po najgorszym dniu w moim życiu wydarzy się coś tak pięknego. Jednak to nie tak powinnam odpowiedzieć - chłopak cicho wpatrywał się w nią oczekując na jej słowa, a ona uśmiechnęła się promiennie kolejny raz i po chwili ciszy, szepnęła - Też Cię kocham, Natsu.
Różowowłosy, nadal obejmując Lucy, złapał ją jeszcze mocniej i przyciągnął do siebie. Przytulił ją, by następnie złożyć na jej miękkich, różowych ustach, delikatny pocałunek. Blondynka od razu go odwzajemniła i obaj przywarli do siebie w coraz głębszych i coraz bardziej namiętnych pocałunkach. Oboje zapomnieli o tym co poprzedniego dnia przydarzyło się Lucy. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Łaaa, zaraz nie wytrzymam. Napisałam to! ^^ Ale czy moje wypociny przynajmniej trochę się udały... Bardzo Ci dziękuję jeżeli to przeczytałeś i mam nadzieję, że chociaż sam pomysł przypadł Ci do gustu! Prawdopodobnie gdybym się nie powstrzymała wyszedł by z tego one shot +18...  Ale jakoś się ogarnęłam i zakończyłam to w powiedzmy, przyzwoitym miejscu. Aa i wiem, że akcja znowu trochę pędzi, ale nadal nad tym pracuję :)  Proszę o szczerą opinię i wskazanie błędów, jeżeli takowe się znalazły :) ~Renka

~Zapytajnik~

Heej! Mam tu małe pytanko. Aktualnie jestem w trakcie pisania one shota z FT, a na blogu nic się w tym czasie nie pojawia. Jednak w mojej główce ostatnimi czasy podczas oglądania Drrr! zrodził się dziwny pomysł, rzadko spotykany na polskiej "scenie" fanfików. Prościej mówiąc pairing Izaya x Namie :D Chciałabym napisać o nich one-shota, lecz nie wiem czy ktoś chciałby to przeczytać. Jeśli chciałbyś/chciałabyś o tym przeczytać napisz na dole w komentarzu! ~Renka

sobota, 12 września 2015

~Strach, potrafisz pomóc?~


Cześć wszystkim, dzisiaj będzie troszkę inaczej. Chce wam opowiedzieć pewną historię, która niedawno mi się przydarzyła. Otóż, pewnego dnia w szkole czułam się źle, bardzo źle. Starałam się tym zbytnio nie zamartwiać innych dlatego poszłam troszkę się ogarnąć do szatni, w której zazwyczaj można się wyluzować. Usiadłam w kącie, podkulając nogi i kryjąc głowę pomiędzy kolanami. Wtedy usłyszałam głosy. Pewni chłopacy weszli tam i zaczęli o czymś rozmawiać. Nie zwracałam na nich uwagi, dopóki mnie nie zauważyli. Najpierw zaczęli pytać siebie nawzajem kim jestem, a potem co tam robię. Uznałam, że nie ma potrzeby z nimi rozmawiać, dlatego w ogóle nie zareagowałam. Ale w pewnym momencie, któryś z nich zaczął mnie kopać, a inni wyśmiewać. Strasznie się przestraszyłam i nie wiedziałam co zrobić, ale nie miałam siły się przeciwstawić. Trwało to dłuższą chwilę, aż ich krzyki usłyszał nauczyciel. Przy późniejszym wyjaśnianiu całej sytuacji chłopacy nie przyznali się. Nadal się boję. Czy jest jakiś sposób na mój strach ? Czy ktoś z was przeżył coś co go przestraszyło, ale wiedział jak sobie z tym poradzić ? Piszcie w komentarzach..

piątek, 11 września 2015

~Gajeel x Levy / < I love you...> ~

Gajeel x Levy

Levy siedziała przy ławce w gildii czytając książkę, a właściwie udając, że ją czyta. Tak naprawdę rozmyślała o prawdziwej miłości, o której wszyscy tak mówią. Zawsze chciała się zakochać, ale jakoś nigdy nie potrafiła spojrzeć na jakiegoś chłopaka inaczej niż na przyjaciela. Kiedy tak sama siedziała nad książką drzwi do budynku otwarły się z hukiem, a w nich ukazał się wysoki mężczyzna. Miał różowe włosy, a rysy jego twarzy zanikały przez światło bijące z zewnątrz.
- Wróciliśmyyyy ! - krzyknął różowowłosy wchodząc do środka.
Zaraz za nim do środka weszła Lucy, Wendy, Erza oraz intensywnie rozmawiający Juvia i Gray. Po rozmowie z mistrzem cała grupka weszła na podium, a ich twarze spochmurniały.
- Niestety mamy dla wszystkich złą wiadomość... - zaczęła Lucy - w czasie misji na naszą grupę napadła mroczna gildia. Szybko ich pokonaliśmy, ale udało im się porwać wcześniej poważnie rannego... Gajeela - przy wypowiadaniu tego imienia, Levy poczuła silne ukłucie w sercu. 
"Czy wszystko z nim w porządku? Jak można go uratować? Czy ta mroczna gildia jest silna?" - takie myśli krążyły po głowie Mcgarden. Nie zdążyła jakoś porządnie odreagować, gdy trzeci powstał pokazując, iż ma coś do powiedzenia.
- Mam świadomość, że wszyscy nie chcemy puścić płazem tego wybryku mrocznej gildii. Jednakże nie mogę pozwolić wszystkim na wyruszenie do tak niebezpiecznego miejsca. Właśnie dlatego wyznaczę teraz osoby, które pójdą na misje ratunkową Gajeela. Tak więc, na misje wyruszy: Lucy, Natsu, Gray, Juvia, Wendy i.... Levy. wyruszacie za pół godziny. Do tego czasu macie się przygotować.
Gdy tylko trzeci skończył mówić, Levy wybiegła z gildii, nie zważając na to czy kogoś przypadkowo popchnie. Wpadła szybko do swego mieszkania i jak najszybciej zaczęła pakować rzeczy potrzebne na misje. Kiedy wybiła godzina rozpoczęcia wyprawy cała grupa stała już czekając tylko na Mcgarden. Dziewczyna biegła jak najszybciej mogła, wykrzykując informacje, które zdobyła. Była to między innymi informacja gdzie znajduje się ta mroczna gilidia. Wyruszyli przed siebie, po drodze zatrzymując się tylko na skosztowanie prowiantu, który zabrali ze sobą. Gdy słońce powoli zmierzało ku horyzoncie, grupa przyjaciół ujrzała szary budynek. Widać było, że strawił go ogień. Levy nie mogła już wytrzymać tego napięcia i czym prędzej wbiegła pomiędzy ruiny. Po długich przeszukiwaniach budynku, przyjaciele stwierdzili, iż nic tam nie ma i poszli rozbić obóz. Niestety Mcgarden nie chciała odpuścić, dlatego kontynuowała poszukiwania. Niespodziewanie natrafiła na fragment schodów prowadzących w dół. Wyglądało na to, że ktoś specjalnie zablokował zejście ogromnym głazem. Dziewczyna obejrzała głaz ponownie i spostrzegła wąską szczelinę. Przez chwilę pomyślała o zawołaniu tu przyjaciół by wspólnie wymyślić co zrobić dalej, lecz jej serce mówiło samo za siebie. Odłożyła plecak i zaczęła się przeciskać, aby dotrzeć do dalszej części schodów, nawet jej się udało. Gdy zeszła w dół ujrzała już prawie wypaloną pochodnie i wiele stosów materiałów. Jeszcze raz przeleciała wzrokiem pomieszczenie, ale nic nie dostrzegła. Zrezygnowana ruszyła do wyjścia, lecz odwróciła się szybko gdy usłyszała cichy głos wymawiający jej imię.
- Levy... Levy... czy to ty Levy? - dziewczyna ponownie wbiegła do pomieszczenia. Tym razem od razu ujrzała ledwo stojącego Gajeela. 
- Gajeel... - wyszeptała - już wszystko dobrze. Na zewnątrz jest Wendy zaraz Cię uzdrowi.
- Nie. Nic mi już nie pomoże, ale proszę podejdź do mnie. - Levy podbiegła do niego, a w tym samym momencie Gajeel upadł. Mcgarden uklękła przy nim i położyła jego głowę na swych kolanach. Czuła szybkie bicie swojego serca i powoli zaczynała zdawać sobie sprawę ze swoich uczuć. 
- Levy... To mogą być moje ostatnie słowa, ale chce Ci coś powiedzieć - dziewczyna nie mogła powstrzymać łez, pociekły po jej policzkach - Odkąd Cię spotkałem moje życie zmieniło sie nie do poznania. Kocham Cię. - gdy wypowiedział te dwa ostatnie słowa jego oczy zamknęły się powoli, a ciało opadło jak chciało. 
Levy w duchu powtarzała tylko jedną rzecz: " Ja też Cię kocham, Gajeel". Modliła się by jej słowa do niego dotarły, a później wybuchła głośnym płaczem. Zaczęła krzyczeć i przytuliła ciało ukochanego do piersi.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tak więc skończyłam. Pierwszy raz pisałam fanfica więc mam nadzieję, że chociaż komuś się spodoba :) Jak zauważycie jakieś mocno rażące błędy to mówcie ;)
~Renka_ao~



czwartek, 10 września 2015

~Moja osoba?~

~It's me~ 
Heej, to ja. Ten blog nie będzie o czymś konkretnym. Ma on być miejscem gdzie możecie się wyluzować, podzielić czymś, albo opowiedzieć o sobie. W komentarzach napiszcie o czym chcielibyście usłyszeć w następnej notce =^.^=