Niespecjalnie wysoki, różowowłosy chłopak szedł właśnie ciemnym korytarzem. Ściany korytarza było lekko beżowe,a przy nich stał rząd szafek. Ostatnie promienie słońca wpadały przez szerokie, kwadratowe okna. Różowowłosy, ubrany w szkolny mundurek czyli szare spodnie i luźną białą koszulę z czarnym krawatem, coraz bardziej przyspieszał kroku.
- Lucy! Gdzie jesteś?! - krzyczał zdesperowany chłopak. Kilka godzin wcześniej dziewczyna zaginęła na terenie szkoły. Nikt kogo do tej pory spotkał chłopak, nie wiedział co się z nią stało. Natsu, bo tak nazywał się różowowłosy, nagle przystanął. To co ujrzał bardzo go zaskoczyło. Na ciemno niebieskich drzwiach, przed którymi właśnie się znajdował wisiała kartka. Na kartce czarnym flamastrem zapisane było, by omijać to miejsce z daleka. "Tutaj na pewno znajdę jakąś wskazówkę, a może nawet samą Lucy", pomyślał. Powoli podniósł rękę i chwycił za klamkę, lekko ją naciskając. Mimo kartki na drzwiach, pomieszczenie było otwarte. Ciemny mały pokój, prawdopodobnie magazyn woźnego, nie miał żadnego okna. Po lewej stały szafki z chemikaliami, a po prawej sprzęt do sprzątania. Natsu zlustrował całe pomieszczenie, lecz na początku nic nie zauważył. Po chwili zobaczył coś dziwnego. Jakby kawałek czyjejś nogi. Powolnym krokiem wszedł do pomieszczenia, nie spuszczając wzroku z tego co zobaczył. Kiedy stanął nad "tym czymś" był zszokowany. Na ziemi leżała związana Lucy, najwidoczniej nieprzytomna. Niestety nie wiedział, co się wydarzyło, ani kto to zrobił. Jej blond włosy sięgające ramion, opadały na twarz. Licealistka była cała blada, a jej usta sine, najwyraźniej z zimna. Dziewczyna ubrana w białą koszulę wciśniętą w spódnicę w kratę, czarne zakolanówki i brązowe, skórzane mokasyny, musiała bardzo zmarznąć.
- Lucy... - chłopak przykucnął przy niej i dotknął jej czoła. Miała lekką gorączkę. Zaczął odwiązywać supły z lin, którymi związana była Lucy i po krótkiej chwili nic już nie więziło licealistki. Natsu lekko wsunął ręce pod jej plecy i nogi, i wziął ją na ręce. Wstał, a potem wyszedł z zimnego pomieszczenia. Przez chwile zastanawiał się gdzie ma zanieść przyjaciółkę. Pierwszym co wpadło mu do głowy był gabinet pielęgniarki, ale od razu z tego zrezygnował. Kolejnym pomysłem było zaniesienie jej do ich ulubionego miejsca, czyli domku na drzewie, w którym bawili się gdy byli mali. Ta opcja wydała mu się odpowiednia, więc ruszył przed siebie. Domek znajdował się w lesie, do którego nie często wchodzili inni ludzie. Po drodze do domku, mijał ich ulubioną restaurację, a także rzekę i całe osiedle domów, ale nikogo nie spotkał. Dopiero gdy wchodził do lasu uświadomił sobie, że dziś festiwal, przez co większość ludzi jest w centrum miasta oczekując pokazu fajerwerków. Gdy Natsu dotarł na miejsce, przeniósł Lucy na plecy. Dziewczyna najwidoczniej, już się trochę rozbudziła, bo oplotła rękami szyję chłopaka, by nie spaść.
- Zaraz będzie dobrze, Lucy... - powiedział różowowłosy i zaczął się wspinać po drabince przybitej do wysokiego dębu, na którym znajdował się duży biały domek z brązowym dachem. Kiedy już wspiął się na drzewo, wszedł do środka. Domek wewnątrz wydawał się o wiele większy. Podłoga była wyłożona deskami, które pomalowano na zielono. Ściany były białe, a na jednej z nich znajdowało się okrągłe okno. Na prawo, w kącie oddalonym od drzwi stało prowizoryczne łóżko zrobione z palet, na których leżał materac. Niedaleko łóżka stał regał z książkami, lecz książek było na nim niewiele. Na najwyższej półce ustawione były ramki ze zdjęciami Lucy i Natsu gdy byli mali, na półce niżej stała apteczka obok której leżały książki, a jeszcze niżej były dwa fioletowe koce i poduszki. Natsu szybko podszedł do łóżka i położył na nim przyjaciółkę. Następnie sięgnął po poduszkę i koce. Poduszkę podłożył pod głowę dziewczyny, a potem owinął ją szczelnie obydwoma kocami.
- Natsu... dziękuję - powiedziała cicho Lucy i starała się lekko uśmiechnąć, co z trudem jej przychodziło. Chłopak odwzajemnił uśmiech, a potem łapiąc blondynkę za rękę usiadł na łóżku. "Zapowiada się zimna noc", przeszło mu przez myśl. Po godzinie na zewnątrz zrobiło się zupełnie ciemno, ale w domku nie było światła. Jedynym źródłem światła był księżyc, którego blask przebijał się przez gęste korony drzew. Po chwili Natsu poczuł jak dziewczyna zaczyna drżeć. Bez zastanowienia położył się obok niej i mocno ją przytulił, żeby zrobiło jej się cieplej. Od razu zasnął uciekając do snu, który właśnie się rozpoczął. Jednak zanim w jego śnie wydarzyło się coś ciekawego chłopak się obudził. Pierwsze co zobaczył to zapatrzone głęboko w niego, piękne, brązowe oczy. To Lucy obserwowała go z zaciekawieniem.
- Dzień dobry - powiedziała.
- Dzień dobry - odpowiedział - dobrze się czujesz?
- Tak. Dziękuje, że o mnie zadbałeś - uśmiechnęła się, lecz gdy spostrzegła, że Natsu nadal ją obejmuje, zarumieniła się. Chłopak po chwili domyślił się o co chodzi i także się zarumienił. Spojrzał ukradkiem na dziewczynę, która znowu na niego spoglądała.
- Natsu... mogę Ci zadać pytanie? - zagadnęła.
- Pewnie o co chodzi?
- Dlaczego tak się mną opiekujesz? W końcu to nie pierwszy raz kiedy mi pomagasz - gdy to powiedziała, spojrzała przyjacielowi głęboko w oczy.
- Robię to, bo... - Natsu nie mógł wytrzymać spojrzenia dziewczyny i odwrócił wzrok - bo - z powrotem spojrzał jej w oczy - kocham Cię.
Dziewczyna była zaskoczona tym co powiedział różowowłosy, a jej twarz zrobiła się cała czerwona. Jednak uśmiechnęła się. Objęła dłońmi twarz chłopaka, ponownie spojrzała mu głęboko w oczy i rzekła:
- Bardzo się cieszę z tego co powiedziałeś. Nigdy bym nie pomyślała, że dzień po najgorszym dniu w moim życiu wydarzy się coś tak pięknego. Jednak to nie tak powinnam odpowiedzieć - chłopak cicho wpatrywał się w nią oczekując na jej słowa, a ona uśmiechnęła się promiennie kolejny raz i po chwili ciszy, szepnęła - Też Cię kocham, Natsu.
Różowowłosy, nadal obejmując Lucy, złapał ją jeszcze mocniej i przyciągnął do siebie. Przytulił ją, by następnie złożyć na jej miękkich, różowych ustach, delikatny pocałunek. Blondynka od razu go odwzajemniła i obaj przywarli do siebie w coraz głębszych i coraz bardziej namiętnych pocałunkach. Oboje zapomnieli o tym co poprzedniego dnia przydarzyło się Lucy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Łaaa, zaraz nie wytrzymam. Napisałam to! ^^ Ale czy moje wypociny przynajmniej trochę się udały... Bardzo Ci dziękuję jeżeli to przeczytałeś i mam nadzieję, że chociaż sam pomysł przypadł Ci do gustu! Prawdopodobnie gdybym się nie powstrzymała wyszedł by z tego one shot +18... Ale jakoś się ogarnęłam i zakończyłam to w powiedzmy, przyzwoitym miejscu. Aa i wiem, że akcja znowu trochę pędzi, ale nadal nad tym pracuję :) Proszę o szczerą opinię i wskazanie błędów, jeżeli takowe się znalazły :) ~Renka

Witaj Kochana! Od razu przejdę do rzeczy. Sam pomysł na szota fajny, ale ogółem za krótko opisany. No cóż, znasz mnie nie od dziś, także wiesz, że z reguły czepiam się opisów. To taka moja przypadłość wrodzona :). Co jeszcze? Błędów ortograficznych nie zauważyłam, natomiast interpunkcja leży... I to bardzo... Dalej, jest sporo powtórzeń, których spokojnie da się uniknąć, bo można je pominąć, albo zwyczajnie użyć synonimów, które łatwo znaleźć w necie. W jednym miejscu zamiast "blask" napisałaś "black", nie wiem czemu, ale sobie popraw :). Ogólny wydźwięk szota przyjemny i gdybyś napisała jakąś akcję dla dorosłych, nie pogniewałabym się :). Polecam na przyszłość bardziej skupić się na opisach i wyjaśnieniu sytuacji, od której się coś zaczęło. Tutaj chodzi mi oczywiście o to, dlaczego Lucy była związana i zamknięta w kantorku, bo z chęcią dowiedziałabym się kto za tym stoi. Wydaje mi się, albo mój komentarz nie ma ładu i składu, ale to wszystko przez to, że chcę mi się potwornie spać! Dlatego żegnam się z Tobą, życzę dobrej nocy i mnóstwo weny zostawiam!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
R :).
Ps. I zapraszam do mnie na prolog: http://fairytail-another-story.blogspot.com/2015/09/prolog.html.
Staram się >. < A shota ta pisałam o 3 w nocy więc nie dziwię się że interpunkcja poszła w pi*du... Prolog już czytałam i czekam na więcej ^^
OdpowiedzUsuńSiemka!
OdpowiedzUsuńPowiem szczerze ze bardzo mi sie ten shot podobal^^ ale szczerze brakuje mi tu wyjasnien co sie stalo ze lushii byla w tym pokoju i kto byl sprawca jednakże caloksztalt mial wiecej plusow niz minusow ^^ co mam jeszcze powiedziec?
Czekam na NEXT i pozdrawiam Lusia
Hej!
UsuńDzięki kochana pocieszyłaś mnie ^^ Właściwie to wymyśliłam co miało jej się stać ale pisząc to nie miałam pojęcia jak ubrać to w słowa :c Następnym razem postaram się bardziej !
Kochana mozesz starac sie zaspokoic potrzeby wszystkich w danym oneshocie ale prawda jest taka ze zawsze znajdzie sie ktos komu cos sie nie podoba "zawsze badz wierna swokemu sercu" to moje motto i uwazam ze zamiast probowac zaspokoic gust innych lepiej zrobic to zgodnie ze soba ^^ wiec spokojnie publikujac na blogu ten swietny wpis dalas nam fo zrozumienia ze shot jest skonczony i jestes z biego dumna wiec nawet jesli pierwsza wersja nie ma wszystkiego zawsze mozesz dac wpis z nazwa onshor Natsu x Lucy domek na drzewie czesc 2 i tam wspomnienia Lucy ^^ Dobra ale sie rozpisalam pozdrowka Lusia
Usuń